O mnie

Lubię pracę z dziećmi.

Jeszcze kilka lat temu prowadziłam usługi opiekuńcze dla najmłodszych, zarządzałam agencją opiekunek i realizowałam projekt wspierający mamy pod nazwą „Koniec macierzyńskiego to nie koniec macierzyństwa”.

Dla mnie pewien koniec nastąpił w 2016 roku, urodziłam nieuleczalnie chore dziecko. (Ole możesz poznać tu). Stałam się matką karimatką. Na kilka lat wszystko inne przestało mieć znaczenie.

Nie szukałam pomysłu na siebie – można powiedzieć, że pomysł przyszedł do mnie sam.

Walcząc o sprawność Oli, prowadziliśmy na facebookowej grupie bazarek charytatywny. Jedna z pań, odbierając wylicytowane fanty, przyniosła dla moich dzieci piękne mydlane misie.

Moje pierwsze wrażenie? „Wow, ale pani ma talent!”

Zdziwienie, radość, zaskoczenie i chęć natychmiastowej kąpieli – dokładnie tak zareagowały moje dzieci.

Przepadłam.
Pierwsze próby to silikonowe foremki do czekoladek i gliceryna zakupiona przez Internet (okazała się słabej jakości). Testerzy? Oczywiście moje dzieci.

Mydła były wszędzie – w łazience, w szafkach (ach, ten zapach na ciuchach), na parapecie (mój mąż powinien mnie przeprosić, wcale nie przesadzałam, nieświadomie przeprowadzałam testy kompatybilności, co jest konieczne, aby mydło przeszło przez badanie bezpieczeństwa).

Znalazłam hobby, które pozwalało mi na oddech i zapomnienie. Królikami doświadczalnymi zostali znajomi i znajomi znajomych. (klimat stryjeczny wuj szwagra mojego drugiego męża).

Powstały pierwsze kwiaty, które bez odpowiedniej pielęgnacji stały się kurzołapem, upominki dla znajomych i rodziny. (Niczym spod lady pojawiły się mydełka na wieczór panieński o oczywistym kształcie, jednak gustowne, bo z różyczkami) – jeżeli jesteś „jajcara”, musisz to zobaczyć!
Przyszły kolejne wątpliwości: czy mydła są odpowiednie dla dzieci, czy wypada komuś podarować „produkt toaletowy”, jak długo mogą być używane? I pewnie bym się poddała, gdyby nie komplementy, zachwyty, pytania, czy mogę zrobić coś na specjalną
okazję.

Przeszłam długą drogę od hobby do profesjonalnej produkcji– sterylna sala, wymogi sanitarne, atesty.

Moja firma, jak każdy producent kosmetyków podlega kontroli. Przestrzegam dobrych praktyk produkcyjnych, a najbardziej cieszy mnie osoba powracająca, szukająca prezentu na konkretną okazję. Mydlanego prezentu!

Jeszcze jedno.
Nie przypuszczałam, że będę wracać do szpitali, by przynosić radość. Tymczasem od 2023 roku towarzyszę fundacji „Moje Skrzydła” w akcjach skierowanych do dzieci. To, co miało być dla mnie formą terapii i odskocznią, stało się moją misją. Wiem, jak to jest, gdy szpital staje się drugim domem, i znam strach w oczach dziecka przed kolejnym badaniem.

Przekonałam się, że drobne gesty, takie jak naklejka, bańki mydlane, zastrzyk dla misia czy rozmowa, potrafią przywrócić poczucie normalności. Obawiałam się, że nie podołam emocjonalnie, a dziś jestem dumna, widząc uśmiechy małych pacjentów. Jeśli udaje
się w tak trudnych warunkach, jak oddział onkologii, to w przyjaznej atmosferze musi być jeszcze bardziej bajecznie! I tego się trzymam, tworząc moją pracownię. Wyciszenie, zabawa, ciekawość, duma z własnoręcznie zrobionego kosmetyku (nawet u dzieci, które
mówią „ja nie potrafię”) towarzyszą nam na każdych zajęciach. Mówiłam już, że lubię pracę z dziećmi?

Mydłem powiedziane

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.