Warsztaty mydlarskie w szpitalu – bo pacjent przede wszystkim jest dzieckiem

Warsztaty mydlarskie w szpitalu. Bo pacjent przede wszystkim jest dzieckiem

Część z Was wie, że mam nieuleczalnie chorą córeczkę. Pierwsze lata życia Oli to częste pobyty w szpitalu.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak w ciągu ostatnich lat zmieniło się podejście do małego pacjenta i dbanie nie tylko o jego zdrowie fizyczne, ale również psychiczne.

Bo owszem – szpital to ból, leki, badania i walka. Ale dla wielu pociech jest też drugim domem.

Są dzieci, które wracają do szpitala na regularne kontrole, kolejne badania, diagnozy czy zabiegi. Czasami pobyt trwa kilka dni, czasami znacznie dłużej.

O ile maluszek najbardziej potrzebuje bliskości, ciepła i dotyku mamy, starsze dziecko ma jeszcze jedną, bardzo zwyczajną potrzebę.

Potrzebuje być dzieckiem.

A dziecko, nawet w szpitalu, szybko zaczyna się nudzić.

Chce coś robić. Tworzyć. Rozmawiać. Śmiać się. Choć na chwilę zająć głowę czymś innym niż kolejne badanie, kroplówka czy pytanie: „Kiedy wrócę do domu?”.

Wiem o tym nie z książek ani ze szkoleń. Wiem to jako mama, która spędziła z własnym dzieckiem wiele czasu w szpitalnych salach.

I chyba właśnie gdzieś tam zaczyna się historia moich warsztatów mydlarskich w szpitalu.

Warsztaty mydlarskie w szpitalu – TipTop w Akcji

Początek sierpnia w mojej pracowni to między innymi działania z Fundacją TipTop.

Dwa wtorki spędziłyśmy w szpitalu przy ulicy Wrzoska w Poznaniu, prowadząc wspólne warsztaty dla małych pacjentów.

Za pierwszym razem odwiedziłyśmy oddział ortopedii, za drugim – oddział dzieci starszych.

Robienie mydeł w szpitalu brzmi jak szaleństwo.

Ale mam w tym już całkiem spore doświadczenie. Z warsztatami i mydlanymi upominkami pojawiam się na oddziałach dziecięcych już od 2023 roku.

Jedną z takich wcześniejszych wizyt były warsztaty w 2024 roku, które prowadziłam wspólnie z Fundacją Moje Skrzydła. Została po nich również relacja z warsztatów „Mydłem powiedziane” opublikowana przez Zespół Szkół nr 111 w Poznaniu. Można w niej zobaczyć, jak wyglądały nasze wcześniejsze mydlane działania w szpitalu.

Takich warsztatów nie da się przygotować dokładnie tak samo jak zajęć w przedszkolu, szkole czy mojej pracowni. Tutaj wszystko trzeba dopasować do wieku, stanu i samopoczucia dzieci.

Czyli, krótko mówiąc – do jednej wielkiej niewiadomej. 😉

Nie wiem wcześniej, ile dzieci będzie mogło przyjść. Nie wiem, ile będą miały lat. Nie wiem, czy będą miały siłę siedzieć z nami przez całe zajęcia. Nie wiem też, czy ktoś nie będzie musiał w połowie warsztatów wyjść na badanie.

I właśnie dlatego szpitalne warsztaty wyglądają trochę inaczej.

Tu nie dziecko musi dopasować się do warsztatów.

To warsztaty muszą dopasować się do dziecka.

Na ortopedii krojenie sobie odpuszczamy

Podczas zajęć w szpitalu zazwyczaj rezygnuję z krojenia gliceryny. I tym razem była to całkiem dobra decyzja, szczególnie na oddziale ortopedii. 😉

Przy rękach w gipsach, bandażach i różnych ograniczeniach ruchowych krojenie gliceryny mogłoby być nie lada wyzwaniem.

Chociaż, jak się okazało, nawet ja nie zawsze od razu zauważam wszystkie unieruchomienia.

W pewnym momencie poprosiłam chłopca, żeby pomógł nastolatce siedzącej obok. Miała unieruchomioną rękę, więc uznałam, że dodatkowa para rąk zdecydowanie jej się przyda.

Problem był tylko jeden.

Chłopiec, którego poprosiłam o pomoc, miał usztywnione dwa palce i dłoń.

Przy unieruchomionej ręce koleżanki jego usztywnienie było na tyle mało widoczne, że zupełnie mi umknęło. 😂

No cóż. Prowadząca warsztaty zdecydowanie wykazała się spostrzegawczością.

Na szczęście wyszła z tego zabawna sytuacja, a nie problem. I chyba właśnie takie momenty najlepiej pokazują, dlaczego szpitalnych warsztatów nie da się zaplanować od A do Z.

Kategorie

WarsztatyPielęgnacjaPrezentyUtwórz kategorię

Tutaj trzeba patrzeć, słuchać, reagować i czasem… trochę dokładniej przyglądać się rękom uczestników. 😉

A co z tymi, którzy nie mogli wziąć udziału?

Na ortopedię pojechałam też z zapasem gotowych mydełek.

Wiedziałam, że nie wszystkie dzieci będą mogły wziąć udział w warsztatach. Niektórym nie pozwoli na to stan zdrowia, inne nie będą miały siły albo po prostu ochoty. I to też jest w porządku.

Po zajęciach razem z Kasią z Fundacji TipTop rozdawałyśmy więc gotowe mydełka dzieciom, które nie mogły lub nie chciały do nas dołączyć.

Ale mydełka trafiły nie tylko do dzieci.

Dostały je również panie pielęgniarki.

I tutaj nastąpiło coś, co wywołało u mnie ogromny uśmiech.

Bo to właśnie panie pielęgniarki zaczęły cieszyć się jak dzieci – śmiały się, oglądały swoje mydełka, porównywały je między sobą i sprawdzały, która dostała jakie.

I wiecie co?

Nie bez powodu mówi się, że w każdym z nas jest trochę dziecka.

Czasami wystarczy małe, kolorowe i pachnące mydełko, żeby to dziecko na chwilę z nas wyszło. ❤️

Drugi wtorek – tym razem bez zapasu

Podczas drugiego pobytu w szpitalu nie miałam już ze sobą zapasu gotowych mydełek.

Ale skoro miałam glicerynę, foremki, kolory i zapachy, rozwiązanie było dość oczywiste – zrobiłam dodatkowe mydełka podczas warsztatów. 😉

Zresztą Fundacja TipTop jest zawsze świetnie przygotowana. Są drobne upominki, naklejki i różne „rozweselacze”, które trafiają do dzieci również wtedy, kiedy nie mają siły albo ochoty uczestniczyć w przygotowanych zajęciach.

Bo nie zawsze trzeba zrobić coś wielkiego.

Czasem wystarczy naklejka. Mały upominek. Kolorowe mydełko. Chwila rozmowy. Coś, co na moment odciąga uwagę od szpitalnej rzeczywistości.

Jestem naprawdę zachwycona, że mogę być częścią tej misji.

A moja historia z Kasią i szpitalnymi warsztatami zaczęła się dużo wcześniej niż współpraca z Fundacją TipTop. Najpierw spotkałyśmy się przy działaniach innej fundacji.

Ale to już historia na osobny wpis – i zdecydowanie kiedyś ją Wam opowiem.

Bo pacjent przede wszystkim jest dzieckiem

Dzisiaj po prostu bardzo się cieszę, że od czasu do czasu mogę spakować moją mydlarnię, pojechać z nią do szpitala i zrobić to, co potrafię najlepiej.

Bo mały pacjent przede wszystkim jest dzieckiem.

Chce wybierać kolory. Wąchać zapachy. Tworzyć. Śmiać się. Czasem zrobić coś samodzielnie, czasem tylko popatrzeć.

A jeżeli przez godzinę zamiast o badaniu, bólu czy kolejnym zabiegu myśli o tym, jaki kolor będzie miało jego mydło, to chyba warto było przyjechać.

Mydłem powiedziane

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.